piątek, 8 lutego 2008

004. Dlaczego w państwie demokratycznym władza nierozsądnie wydaje nasze pieniądze? (cz. 1)

Powszechnie przyjmuje się, często bez większego zastanowienia, że demokracja to najlepszy z możliwych ustrojów i że właściwie poza nią jest ciemność: same totalitaryzmy, zamordyzmy i systemy niesprawiedliwości. Podaje się przy tej okazji znaną maksymę Winstona Churchilla, który stwierdził, że demokracja to najgorszy ustrój, ale jak na razie nie wymyślono lepszego. Dopiero, kiedy się zastanowimy nad problemem, dochodzimy do wniosku, że demokracja, tak naprawdę, ma w sobie mnóstwo wad i nie przez przypadek Churchill mówił o niej jako o "najgorszym ustroju". Problemem, którym chciałbym się w poniższym tekście zająć, jest wydawanie pieniędzy przez rządzących w państwie demokratycznym. Czy to możliwe, że władza wybrana przez lud, w wolnych wyborach, nierozsądnie wydaje pieniądze swoich obywateli?

Wydawanie pieniędzy z podatków, jakie nałożone są na społeczeństwo, nie jest kwestią bez znaczenia. Jest to właściwie główna płaszczyzna, na której opiera się działanie władzy w państwie demokratycznym i główna broń rządzących. Jeżeli pieniądze zostaną wydane dobrze, państwo zacznie się rozwijać, a potrzeby obywateli, przynajmniej większości, zostaną zaspokojone. Jeżeli natomiast pieniądze zostaną ulokowane nie tam, gdzie trzeba, lub po prostu przejedzone, ewentualnie przepuszczone przez potężne sito biurokracji i strawione bez żadnych efektów, to wtedy władza sama zaczyna ścinać gałąź, na której siedzi.

Milton Friedman, ikona liberalizmu i laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii, przestawia w swojej książce pt. "Wolny wybór" cztery sposoby wydawania pieniędzy, które można zobrazować poniższą tabelką:

  1. Nasze własne pieniądze wydajemy na siebie. Mamy wtedy najsilniejszy bodziec, by jak najoszczędniej i najroztropniej wydawać oraz za jak najmniejszą kwotę otrzymać możliwie jak najwięcej. Gdy kupujemy komputer za własne, ciężko zarobione pieniądze, nie podejmujemy decyzji pochopnie, zastanawiamy się wiele razy, konsultujemy się z fachowcami, szukamy informacji, porad, korzystniejszych ofert, zniżek. Każdą wydaną złotówkę analizujemy i dążymy, by była wydana z maksymalnym rozsądkiem i wedle naszych potrzeb.
  2. Własne pieniądze wydajemy na kogoś innego. W tej grupie znajdują się np. wydatki na prezenty dla kogoś. Nasze pieniądze co prawda wydajemy oszczędnie, ale nie mamy już takiego bodźca, jak w sposobie nr 1, by otrzymać równowartość wydanych pieniędzy. Chodzi głównie o to, żeby prezent zrobił dobre wrażenie, przy niekoniecznie wielkim wysiłku z naszej strony i również niezbyt dużej ilości czasu, który zamierzamy poświęcić. Przecież gdyby chodziło nam o to, by obdarowany dostał równowartość wydanych pieniędzy na jego prezent, po prostu dalibyśmy mu gotówkę, zamiast cokolwiek kupować.
  3. Pieniądze kogoś innego wydajemy na siebie. Tutaj Friedman posługuje się przykładem obiadu na rachunek firmy. Nie mamy wtedy silnego bodźca, by wydatki były podejmowane w sposób racjonalny, a rachunek był jak najniższy, ale jest za to bodziec, by otrzymać równowartość wydanych pieniędzy. Chcemy się dobrze najeść, a koszty przedsięwzięcia nie grają głównej roli, bo w ostateczności nie my płacimy.
  4. Pieniądze kogoś innego wydajemy na kogoś innego. Tu znów przykład z obiadem - płacimy z rachunku firmy za czyjś obiad. Występuje w takim przypadku niewielka skłonność do oszczędnego wydawania i niewielkie oczekiwania co do równowartości otrzymanych za wydane pieniądze dóbr. Chodzi o to, by gość zjadł najlepszy, według niego, obiad. "Jeżeli jemy razem z nim, obiad staje się połączeniem wariantu 3 i 4. Mamy wtedy silny bodziec, aby dogodzić własnym gustom, nawet kosztem naszego gościa."
Nietrudno teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, który z dostępnych sposobów wydawania pieniędzy jest wykorzystywany przez władze we wszystkich sektorach publicznych: są to sposoby 3 i 4, te najmniej efektywne. Poprzez podatki obywateli rząd zyskuje fundusze, wykorzystując je następnie w różnego rodzaju operacjach, które, przynajmniej teoretycznie, mają służyć poprawie życia tych, którzy rzeczone podatki płacą, czyli, podsumujmy, państwo zabiera od obywatela Kowalskiego pieniądze, żeby... wydać je na obywatela Kowalskiego. Czy może byc coś bardziej nienormalnego?

Istnieje również poważne zagrożenie, że pieniądze z budżetu będą przez rządzących po prostu rozkradane, a wtedy efektywność wydawania maleje jeszcze bardziej, doprowadzając do bankructw państw. Gdy dodamy do tego fakt, że żeby pobrać pieniądze od obywatela, przesłać je dalej i wydać na jakiś cel, potrzebna jest armia urzędników, którzy również za swoją pracę muszą dostać wynagrodzenie, widzimy absurdalność takich rozwiązań jeszcze bardziej. Nierozsądność i nieefektywność się więc kumulują.

cdn.

0 komentarze: