Nie wierzę relatywistom moralnym. I nie wierzę im do tego stopnia, że uważam ich za kłamców. Cynicznych lub naiwnych, ale zawsze kłamców. Wszyscy zdrowi na umyśle ludzie są zwolennikami moralności obiektywnej. Nie ma relatywistów moralnych. Są jedynie tacy, którym się wydaje, że nimi są, ale w rzeczywistości wyznają moralność obiektywną, którą w dodatku chcą narzucić innym. Można się o tym bardzo łatwo przekonać.
Image by genitalssky via Flickr
Wystarczy podejść do rzekomego wyznawcy relatywizmu moralnego i uderzyć go w twarz. Prawdziwy relatywista moralny powinien wtedy przyjąć uderzenie i stwierdzić: „Szanuję twoją moralność. Uznałeś, że uderzenie mnie jest czymś dobrym, i ja nie mam zamiaru cię za to krytykować ani siłą narzucać swojego punktu widzenia. Bywaj zdrów!” Tymczasem jestem przekonany, że większość tak zwanych relatywistów moralnych zrobi jedną z tych rzeczy: a) zacznie się bronić i być może odda uderzenie; b) doniesie o sprawie na policję; c) próbując wpłynąć na agresora, powie z pełnym przekonaniem: „Nie wolno tak robić!” (ewentualnie użyje innych, mniej kulturalnych słów, ale sens będzie podobny).
Cokolwiek by nie zrobili, zdradzą się z tym, że tak naprawdę nie uznają, iż wartości są względne. Tak naprawdę uznają obiektywną wartość swojej nietykalności osobistej, którą siłą chcą narzucić reszcie społeczeństwa. I jakkolwiek mieliby się tłumaczyć ze swojej reakcji, to wszystko, co powiedzą, sprowadzać będzie się do poglądu: „Uznaję obiektywne wartości moralne!”, tyle że niewypowiedzianego wprost, bo relatywiści moralni to tak naprawdę kłamcy, świadomi bądź nie, cyniczni bądź naiwni, ale jednak kłamcy.

5 komentarze:
Drogi Autorze,
polemizujesz z postawą, która w dzisiejszym świecie praktycznie nie występuje. Wiem, Kościół i autorytety, które zapewne uznajesz, są innego zdania. Podnoszą one, że relatywizm moralny w opisanej w powyższym wpisie postaci nie dość, że istnieje, to jest największą plagą naszych czasów. Ale to tylko chwyt retoryczny, mający posłużyć zamknięciu wszelkiej dyskusji nad moralnością.
Ocena moralna każdego czynu zależy od okoliczności. Ten pogląd nauka Kościoła Katolickiego podziela w całej rozciągłości. W jej rozumieniu, zabicie wroga w wojnie obronnej czy stracenie skazańca nie jest przekroczeniem moralnym. Nie stoi to w sprzeczności z uniwersalną zasadą, iż pozbawienie człowieka życia jest czynem zasługującym na najsurowsze potępienie.
Współczesne czasy przynoszą nowe dylematy z dziedziny moralności. Na przykład pytanie, czy ciężka, nieuleczalna choroba i towarzysząca jej prośba chorego o śmierć to również okoliczność, w których pozbawienie kogoś życia jest dopuszczalne. Kościół odpowie przecząco, a każdego zwolennika eutanazji gotów będzie nazwać relatywistą moralnym. Ten styl polemiki na razie działa, lecz na dłuższą metę może okazać się zgubny, pozostawiając naukę moralną Kościoła bez argumentów, bez uzasadnienia. Dlatego, szanowna Inteligencjo Katolicka, warto już dziś od tego stylu odejść.
Wiele razy słyszałem utyskiwania, szczególnie ateistów, jacy to katolicy są niedobrzy, bo swoje wartości uważają za obowiązujące wszystkich i chcą je siłą narzucać innym. Mój tekst był polemiką z takim właśnie zarzutem. Chciałem pokazać, że także oni uznają obiektywne wartości moralne, które narzucają innym.
A co do tego, że ocenę moralną każdego czynu należy przeprowadzić indywidualnie, zależnie od okoliczności - zgadzam się. Tak jak z kradzieżą: kradzieżą jest, gdy biedna kobieta kradnie chleb dla głodnych dzieci, i kradzieżą jest, gdy polityk kradnie 10 mln zł z budżetu, żeby kupić sobie nowy jacht. Ale waga obu tych czynów jest różna i należy zawsze brać pod uwagę okoliczności.
Natomiast uniwersalna zasada jest taka: przywłaszczenie sobie cudzej własności jest złe. Nawet ta kobieta robi źle. Jest bardzo usprawiedliwiona swoją sytuacją, ale ciągle robi źle.
Relatywizm moralny istnieje niestety. To taka nasza plaga. Umiemy oceniać wybory na złe lub dobre. Ale tak naprawdę w życiu wybory są dobre lub lepsze i złe lub gorsze.
nie dotknąłeś meritum relatywizmu moralnego, otarłeś się o pluralizm.
ale te dwie kwestie, mimo, że w pewien sposób zbliżony, nie są jednoznaczne.
w zasadzie to bardzo rozległy problem nie tylko działu etyki, ale też filozofii prawa.
Relatywizm moralny będzie w dzisiejszych, konformistycznych czasach, coraz popularniejszy- to pewne. Jesteśmy jednak zobowiązani jako chrześcijanie bronić reguł, jakie ustalił Jezus podczas Kazania na Górze, gdyż JESTEŚMY DO TEGO ZDOLNI- dojrzeliśmy do Prawdy, której nie był w stanie przyjąć starotestamentalny Naród Wybrany (stąd szokujące nas niekiedy, "niemoralne" czyny w ST). Stoję oczywiście na stanowisku, że moralność jest niezmienna, lecz niesposób nie zgodzić się po części z panem Robertem- nie ma zero-jedynkowego podziału na czyny moralne i niemoralne. Można powiedzieć, że prawa moralne są normami ogólnymi, a nie szczegółowymi- są drogą postępowania (też rozumowania), a nie wyjściem z konkretnej sytuacji. Dlatego zawsze do rozeznania moralnego potrzebna jest Łaska Boża i praca sumienia. Pomocna okazuje się też oficjalna doktryna Kościoła
W ten sposób, mając także na względzie starotestamentalny zakaz zabijania bezbronnych, odrzucam eutanazję, jako czyn niemoralny (choć nie uważam, że wywoła takie same skutki, bo jak sam Bóg mówi: "drogi Moje nie są drogami waszymi"). Jestem natomiast w stanie dopuścić możliwość zabicia wroga w wojnie obronnej, w celu uchronienia przed śmiercią niewinnych ludzi- jednak tylko wtedy, gdy nie ma innego rozwiązania
Prześlij komentarz