Demokracja jest nie tylko obrzydliwa, ale też śmieszna. Czytając i słuchając dzisiejszych komentarzy (raczej tych pochodzących od szarych obywateli), kręcę głową ze zdumieniem i nie mogę pojąć, jak ci, którzy wierzą w zbawczą moc władzy ludu, mogą się zmienić niemal z godziny na godzinę.
Zwróciły moją uwagę narzekania na to, że każdy teraz komentuje wyniki wyborów, jakby zgodnie z ironicznym hasłem, że „każdy Polak zna się na polityce”, co teraz się ma unaoczniać. My, zwykli obywatele, wymądrzamy się na temat spraw świata polityki, o którym nie mamy zielonego pojęcia, a robimy to, jak byśmy pozjadali wszystkie rozumy. Niektórych demokratów to autentycznie drażni, co widać we wpisach w internecie.
I jest to śmieszne głównie dlatego, że jeszcze wczoraj, przez całą niemal niedzielę, każdy z nas był wzywany do moralnego obowiązku wzięcia udziału w wyborach. Uznano nas za na tyle kompetentnych, by móc wybrać partie do parlamentu, które niedługo stworzą nasz rząd. A dziś już niektórzy – podobno zwolennicy demokracji – odmawiają nam – ludziom, którzy wybrali władzę – prawa do komentowania rzeczywistości powyborczej, bo przecież się nie znamy na tym, a ośmielamy się wygłaszać jakieś mądrości. Czy tylko ja widzę tu pewną obłudę?
Ten schemat powtarza się przy okazji każdych wyborów. Demokracja robi z ludzi idiotów, bo najpierw uważa się ich za wystarczająco dobrych do wybrania władzy, by chwilę później uznać ich za niewystarczająco dobrych do skomentowania wyborów. To właśnie w demokracji każdy, nawet największy ignorant, gdy czuje, że pozwala się mu wpływać na losy państwa, staje się ekspertem od polityki. A jeżeli już tym ekspertem jest, z tytułem nadanym przez demokratów, to dlaczego bywa wyśmiewany przez tych samych demokratów, gdy z rodziną na spotkaniu, przy wódce czy piwie, zechce omówić bieżące problemy naszego państwa?
7 komentarze:
Ale o co konkretnie chodzi? Źródło? Wymiana zdań? Something?
what is this I don't even
Chodzi o to, że z jednej strony namawia się wszystkich do wzięcia udziału w wyborach, czyli uznaje się, że wszyscy, którzy mają prawo do głosowania, są na tyle mądrzy, by odpowiednią partię wybrać, a z drugiej strony, gdy ci sami ludzie, którzy byli na tyle kompetentni, by wybrać władzę, chcą coś o polityce powiedzieć, krytykuje się ich, m.in. ironicznym tekstem "każdy Polak zna się na polityce".
Demokrata uznający osobę X za zdolną do wybierania powinien ją też uznać za zdolną do skomentowania rzeczywistości politycznej.
Tyle.
To pewnie wina obłudnych ateistycznych świń.
A co ma wyznanie do tego? Rozumiem, że cokolwiek napiszę na tym blogu, to będzie to dla Ciebie krytyka ateistów. Masz jakąś fobię, z której powinieneś się wyleczyć.
Ok. Fajnie, że zrobiłeś skrót notki. Ale ja nadal nie widzę problemu.
Masz pretensje, że politologowie - specjaliści - robią ironiczne meh w stronę wyborców?
O to, że wyborcy PiSu robią meh na PO, RPP, SLD, PSL, whatever i potem każda możliwa rekombinacja meh-ów wyborców jednej partii w stronę wyborców kolejnych partii?
No bo prawo do głosowania to jedno, dając prawo do głosowania nie legitymizujemy wiedzy wyborców na temat kandydatów, ani wykształcenia, czy czegokolwiek [nobojak?], tylko przyjętą przez te osoby konstelacje wartości, które dany uczestnik głosowania przyjmuje, które, to wartości, są jego prywatnymi i wg nich głosuje.
To, że są niewspółmierne w, niemal, indywidualnych przypadkach nie tworzy bariery dla, nawet nieuzasadnionej, krytyki wyborców jednej partii w stronę wyborców drugiej partii, trzeciej, etc.
Poza tym emocje, emocje, emocje.
I w internecie szukasz poważnych dyskusji [meh], czy Cię reallife ubodło?
Natomiast ironiczne meh dla specjalisty jest całkiem uzasadnione, gdy taki spec czyta na frondelku, że wybory były ustawione bo znamy wyniki exit poll i wyniki wyborów zanim policzono głosy.
Doszukujesz się w poście drugiego dna, przez co w ogóle go nie rozumiesz.
Wpis dotyczył kilku moich znajomych, nie żadnych specjalistów. Nie ma tu mowy o tym, że wyborcy jednej partii krytykują wyborców innych partii.
Jest za to mowa o demokratach, którzy namawiają do jak największej frekwencji, by potem ironizować z wypowiadających się o polityce.
No to faktycznie zupełnie nie rozumiem Twojego emo.
Ale w sumie niekoherencja ich myślenia to nie mój problem.
Prześlij komentarz