niedziela, 15 stycznia 2012

106. O ocenianiu raz jeszcze


Chciałbym zrobić mały dopisek do tekstu o ocenianiu. Czasem bywa tak, że bardzo nie podoba nam się czyjeś zachowanie. Powiedzmy, że ktoś dopuścił się czegoś, co w naszym mniemaniu jest karygodne. Byłem w takiej sytuacji parę razy. Zaczynałem w myślach się nakręcać, jaki to ten ktoś jest zły, jak on może tak robić, powinien się poprawić itd. Wzrastała osobista moja niechęć do tej osoby, koło oskarżania i analizowania jej zachowania kręciło się w najlepsze, gdy nagle – nie wiadomo skąd, najpewniej z najodleglejszych zakątków sumienia – przywołana mi na myśl została sytuacja z niedawnej przeszłości, w której ja zrobiłem dokładnie to samo, co ten człowiek, którego teraz atakuję w myślach.


To było nieprzyjemne uczucie. Napisałem przed chwilą o kole oskarżania, które toczyło się w mojej głowie, więc trzymając się tego porównania, można powiedzieć, że sumienie postanowiło wetknąć w szprychy tego koła patyk. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Tak się wtedy poczułem. Po prostu jakby ktoś zdzielił batem. Pokornieje się natychmiast. Kazanie, które komuś miałem ochotę prawić, powinno być najpierw wygłoszone mnie samemu. Nawet nie próbowałem usprawiedliwiać siebie (bo przecież „moja sytuacja była inna”, „okoliczności mnie zmusiły”, „ja miałem prawo tak postąpić”).


Jest to i tak o tyle komfortowa sytuacja, że wszystko działo się w mojej głowie. Gdybym publicznie kogoś w ten sposób zaatakował, a inna osoba przypomniałaby mi o tym, że sam kiedyś coś takiego zrobiłem, wtedy wstyd byłby nie do opisania i nie mam zielonego pojęcia, jak wtedy bym się zachował.


Takie doświadczenie z pewnością sprawi, że na drugi raz będziemy mniej skorzy do wypisywania aktu oskarżenia wobec drugiej osoby.

4 komentarze:

szymongo pisze...

Jeśli zechcemy to zawsze znajdziemy w drugiej osobie coś, co będzie nas gorszyło. A każde takie odkrycie powoduje, że mur między nami się powiększa.

Jak to ktoś już napisał "gorszy się tylko ten, kto uważa się za lepszego od innych". Często nie chcemy przyjąć tej prawdy, którą właśnie Emil poruszył: że sami też nie jesteśmy idealni.

Stąd Kościół, który niesie nam Pismo św. i Eucharystię oraz Spowiedź jest piękną drogą ku Prawdzie odnośnie nas samych i naszego życia. Tylko ateiści nie popełniają grzechów i nie potrzebują Spowiedzi ;)

Boing pisze...

Wady i grzechy są jak małe plamki brudu na ubraniu. Widzimy je od razu na cudzych. By zobaczyć je na swoich musimy się skupić.

Te plamki znikają tylko, jeśli żmudnie i powoli będziemy się z nich czyścili. Oraz co ciekawsze więcej plamek zauważymy, gdy będziemy to robili częściej, codziennie. I systematycznie prać te brudy.

To, co u innych może wydawać się z początku skazą, tak naprawdę może być nieodkrytym przez nas częścią jego wspaniałej osobowości.

kaja pisze...

Święta Prawda

bibi pisze...

To co piszesz, to bardzo częsta sprawa. Sam też miałem takie sytuacje, a i zdarzyło mi się, że kilku osób - w tym znajomych - widziałem w takich momentach. Później okazywało się, że sprawy miały głębsze korzenie. Jest to rzeczywiście najbardziej zakamuflowana forma przykrywania własnych błędów lub słabości. Może nie każdy przypadek, ale większość z tym ma coś wspólnego.
Więc nie drzazgi w oku bliźniego, ale najpierw belki w swoim trzeba szukać. A jeśli jej nie ma, to prawdopodobnie nie będzie człek szukał tego u innych :)